Ostrzelany tankowiec. Katastrofa nie tylko dla środowiska
22 marca 2026
Dokładna pozycja rosyjskiego tankowca „Arctic Metagaz” na Morzu Śródziemnym, na wschód od Malty, była znana do wieczora 2 marca. Kilka godzin później system śledzenia statku przestał działać. Według informacji rosyjskiego Ministerstwa Transportu tankowiec został zaatakowany przez ukraińskie drony nadlatujące z wybrzeża Libii. Statek stanął w płomieniach i od tego czasu ma w kadłubie ogromną dziurę.
„Znaczne ilości gazu”
Według ministerstwa udało się ewakuować 30 członków załogi. Włoskie władze oświadczyły, że tankowiec dryfuje teraz bez nadzoru w kierunku wybrzeża Libii. Ze względu na niebezpieczny ładunek sytuacja grozi katastrofą ekologiczną. Eksperci twierdzą, że incydent ten może stanowić punkt zwrotny.
Na statku ma znajdować się 700 ton mazutu i oleju napędowego, a także „znaczne ilości gazu”. Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych informuje, że tankowiec doznał znacznych uszkodzeń. Na pokładzie słychać wybuchy, dochodzi do wycieku gazu i widać pożary.
– Dlatego należy działać szybko – apeluje Natalia Gozak z organizacji pozarządowej Greenpeace. – Koniecznie trzeba przejąć kontrolę nad statkiem i go opróżnić. Wyciek ropy i oleju napędowego miałby katastrofalne skutki dla środowiska – ostrzega w rozmowie z DW: „Ale oczywiście taka operacja może być bardzo niebezpieczna; duże ilości gazu na pokładzie, szacowane na ponad 60 000 ton, mogą wybuchnąć”.
Konsekwencje z punktu widzenia prawa wojennego
Według Natalii Gozak statki tzw. rosyjskiej floty cieni regularnie powodują szkody środowiskowe. Za pomocą tych tankowców Rosja, jako producent ropy i gazu, omija międzynarodowe sankcje. Zużyte statki są w tym celu przepisywane na nowych właścicieli, menedżerów i państwa bandery. Eksperci szacują, że są ich tysiące.
– Tankowce często są stare, w złym stanie, nieubezpieczone, a ich system śledzenia, który ma zapobiegać kolizjom jednostek, jest wyłączony, więc nie można ich monitorować – wyjaśnia działaczka Greenpeace. – Ponadto tankowce przyjmują ładunek na morzu, co często wiąże się z wyciekiem ropy.
– Oprócz aspektów ekologicznych, incydent ten może mieć również znaczenie z punktu widzenia prawa wojennego – uważa Alexander Lott, profesor prawa morskiego na Arktycznym Uniwersytecie Norwegii. Przynajmniej jeśli potwierdzi się, że za tym stoi Ukraina, ponieważ Kijów dotychczas nie wypowiedział się w tej sprawie.
– W przeszłości tylko Stany Zjednoczone oraz Indie uznawały statki transportujące określone towary, takie jak ropa i gaz, których sprzedaż współfinansuje wojnę, za uzasadnione cele ataku – wyjaśnia w wywiadzie dla DW.
– Gdyby Ukraina przeprowadziła ten atak, oznaczałoby to, że przyłączyła się do tego amerykańskiego stanowiska. Również Rosja wydaje się to robić, jak pokazały ataki na statki handlowe w 2022 roku. W 2023 roku rosyjskie Ministerstwo Obrony oświadczyło, że wszystkie statki towarowe płynące przez Morze Czarne do ukraińskich portów potencjalnie przewożą materiały wojenne. Należy więc postrzegać państwa ich bandery jako sojuszników przeciwnej, ukraińskiej strony – zaznaczył ekspert.
Czy ataki na tankowce będą się nasilać?
Wypowiedzi Nikołaja Patruszewa, doradcy prezydenta Rosji Władimira Putina, również wskazywały na eskalację, jak twierdzi Alexander Lott. – Powiedział niedawno, że Rosja wyśle uzbrojone oddziały specjalne na rosyjskie statki handlowe w celu ich ochrony i ewentualnie wyposaży te statki w broń. Czy jednostki te stałyby się wówczas automatycznie uzasadnionym celem wojennym? – zastanawia się ekspert.
W ostatnich miesiącach pojawiały się już doniesienia o obecności rosyjskiego personelu wojskowego na statkach floty cieni – poinformowała o tym między innymi szwedzka marynarka wojenna.
Również Ian Ralby, ekspert ds. spraw morskich i prezes amerykańskiej organizacji non-profit Auxilium Worldwide, uważa, że ataki na tankowce mogą się teraz nasilić. – Obie strony konfliktu (wojny w Ukrainie – przyp. red.) wydają się teraz skupiać również na ruchu morskim – wyjaśnia w rozmowie z DW. Podobną sytuację obserwuje się zresztą obecnie w cieśninie Ormuz, gdzie od początku wojny USA i Izrael zbombardowały kilka tankowców należących do Iranu.
Co zrobić z „flotą cieni”?
Ian Ralby jest zaskoczony, że nikt nie wydaje się teraz zajmować dryfującym tankowcem „Arctic Metagaz”. – Z prawnego punktu widzenia odpowiedzialność spoczywa na właścicielu i państwie bandery, czyli na Rosji – wyjaśnia. – Jednak zgodnie z prawem o ratownictwie morskim każdy może teraz interweniować, w końcu statek jest bezpański i stanowi zagrożenie dla żeglugi oraz środowiska.
Jak dotąd wszystkie strony jedynie „obserwują” sytuację. Potwierdziły to DW zarówno władze włoskie, jak i Międzynarodowa Organizacja Morska, odpowiedzialna za bezpieczeństwo żeglugi. Szefowie rządów Malty, Włoch, Hiszpanii, Grecji i Cypru wezwali w publicznym liście do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen do podjęcia działań pod kierownictwem europejskim.
Według Iana Ralby'ego incydent ten podkreśla zresztą ograniczenia obecnych sankcji wobec Rosji. – W wyniku ich wprowadzenia powstał obecnie system równoległy, w którym działa wielu graczy funkcjonujących poza światowym handlem regulowanym określonymi zasadami – stwierdza. – Musimy zatem wzmocnić skuteczność sankcji, na przykład poprzez budowanie lepszych relacji z państwami, które prowadzą handel z krajami objętymi sankcjami. Obejmuje to również grupę BRICS, składającą się z wschodzących gospodarek, takich jak Indie, Egipt i Indonezja.
Natalia Gozak z Greenpeace również wzywa do podjęcia bardziej zdecydowanych działań przeciwko „flocie cieni” poprzez „zajęcie się problemem u źródła”. – Taka sytuacja może mieć miejsce tylko dlatego, że jesteśmy uzależnieni od paliw kopalnych. Znaczna ich część nadal pochodzi z Rosji – argumentuje. – Dlatego koniecznie musimy przejść na energię odnawialną. Jeśli nie będziemy już potrzebować ropy, tankowce-cienie z Rosji również nie będą już stanowić problemu.
Artykuł ukazał się pierwotnie na stronach Redakcji Niemieckiej DW.